-Słyszę cie.
Serce podskakuje mi do przełyku. Staje w miejscu jak wmurowana, i odzywam się piskliwym głosem:
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
Chłopak odwraca się w moją stronę i spogląda mi w oczy nie odpowiadając na pytanie. Dopiero teraz zwracam uwagę na jego wygląd. Nieznajomy ubrany jest w czarny t-shirt, na który narzucił skórzaną kurtkę. Czarne levis’y są idealnie skrojone. Ach… Na nogach nie ma butów, ale to zrozumiałe. W końcu jesteśmy na plaży.Wędruję wzrokiem w górę, i spoglądam w jego oczy. Wprost hipnotyzujące. Te oczy… Piękne i ogromne oczy koloru liści kwitnącego dębu. Na głowie ma burze czarnych, niechlujnie ułożonych włosów. Na ustach błąka mu się łobuzerski uśmieszek. Adonis…
-Halo! Ziemia do Kate…!
Potrząsam moimi blond lokami, i odzywam się głupio:
-Adonis… Yyyyy… Cccco…?
Chłopak uśmiecha się drwiąco, zmuszając się do tego, aby nie parsknąć śmiechem.
-Pytałem się, co tu robisz o tak późnej porze.- Nieznajomy powtarza wcześniejsze słowa.
-Mogłabym się ciebie zapytać o to samo. A tak właściwie… Skąd znasz moje imię?
-No wiesz… Wpadłaś mi w oko. Gdy zobaczyłem cie w tamte wakacje… Musiałem cie poznać.
-Śledziłeś mnie?!- Pytam zdenerwowana.
-To ty do mnie podeszłaś. A tak na poważnie to, to jest moja mała słodka tajemnica, ale bez stresu… Jeszcze się zdziwisz.
Chłopak zaczyna iść w kierunku górskich zboczy. Gdy znajduje się spory kawałek ode mnie przypomina mi się, że nie znam jego imienia.
-Nieznajomy Adonisie! Może zdradzisz mi, chociaż swoje imię?
-Riskal, a tak przy okazji… Masz ładne znamię na plecach.
Riskal… Niespotykane imię. Moment… Skąd on wie o moim znamieniu?! Rozlane na całe plecy znamię w kształcie półksiężyca. Wokół niego znajdują się mniejsze blizny przypominające gwiazdki. Rodzice stwierdzili, że to przez wypadek. Tylko, że nigdy nie chcieli powiedzieć, przez jaki…
-Ej! Skąd wiesz o moim znamieniu?! Zatrzymaj się!- Krzyczę, lecz nieznajomy znajomy się nie zatrzymuje i przyspiesza kroku. Ruszam za nim biegiem, na co on przyspiesza jeszcze bardziej. Riskal jest dużo szybszy, a ja nie mając z nim najmniejszych szans rezygnuje z ‘’pościgu’’. Mam już wracać do domu, gdy moją uwagę przykuwa leżący na piasku błyszczący przedmiot. Podchodzę bliżej, i dostrzegam porzucony na piasku naszyjnik. Na delikatnym sznureczku ze złota zawieszony jest niebieski szafirowy półksiężyc. Riskal musiał go zgubić gdy biegł… Podnoszę go, i wracam do domu. Zmęczona padam na łóżko, i od razu zasypiam.
***
Zrywam się z łóżka.
-To był tylko sen… Najzwyczajniejszy sen.
Podchodzę do lustra, i spoglądam na swoje odbicie. Moje włosy wyglądają jak stóg siana. Niebieskie oczy są ogromne, dlatego że zaniepokoił mnie ten dziwny sen… Wyglądem się jednak nie przejmuje. Bardziej niepokoi mnie to, że ubrana jestem w sukienkę z mojego snu, a na szyi zawieszony mam szafirowy półksiężyc. Ze złością próbuje zerwać go z szyi, lecz ten jednak okazuje się niemiłosiernie mocny, co jeśli o złoto chodzi jest niespotykane.
-Nie radze, może ci się przydać.- Głos dociera do mnie z rogu pokoju. Głos ten jest niezwyczajny, i należy do chłopaka ze snu.
Odwracam się w stronę Riskala siedzącego z założonymi nogami w bujanym fotelu, i zaczynam krzyczeć.
To dopiero początek, ale jak wam się podoba? :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz